Orzechy, ziarna, nasiona


A to wszystko połączone miodem i karmelem. W sklepach jako Corny, Crunchy itd. Czyli batonik w wersji najzdrowszej z możliwych. Ten pomysł podsunął mi w weekend mój tata, miłośnik orzechów i słodyczy :) Namieszał składniki w misce i wyjadał łyżeczką. Mniam! Ja postanowiłam nadać temu bardziej "mobilną" formę, co nie do końca mi się udało . . . Ale o tym później.
Poniższego przepisu nie należy traktować zbyt dosłownie. Jest wynikiem wielkiego eksperymentu. Gwarantuję smak - pycha. Ale jeśli ktoś ma dobry przepis na ciągnący cukrowy klej, to niech się podzieli, bo moje batoniki trochę się rozsypują . . .

Będziemy potrzebować:
3/4 szklanki płatków owsianych
pół szklanki migdałów (całych lub siekanych)
pół szklanki orzechów ziemnych (ja kupiłam orzechy w karmelu)
pół szklanki sezamu
pół szklanki słonecznika łuskanego
ewentualnie orzechy laskowe, żurawina, kawałki czekolady itd.
Do "sklejenia" - dużo cukru i odrobinę wody/mleka zagotowanych na małym ogniu. Ale mnie to zupełnie nie wyszło, więc się nie sugerujcie :) Dolałam też trochę miodu, może następnym razem dam go więcej.

Nasiona prażymy na maśle, aż nabiorą złotego koloru i zaczną pięknie pachnieć. Zalewamy karmelem i wykładamy na płaski talerz lub blachę. Wkładamy do lodówki. Po godzinie (mniej więcej) można pokroić na chrupiące batoniki, zawinąć w papier i wrzucić do studenckiej torby na dłuuugi dzień . . .




Enjoy!
Udanego tygodnia! :)

Robi się zimno!


Tak, to zdjęcie z tego weekendu. W sobotę spadł śnieg i od razu sypnął z gestem! W Tatrach zima już postraszyła. Zmroziła, zawiała, pokryła na biało. Teraz, kiedy jeszcze jest szansa na cieplejsze dni, nie mam nic przeciwko temu, a nawet cieszę się z takich mroźnych atrakcji. Choć za kilka miesięcy będziemy tęsknie wyczekiwać wiosny. . .
No cóż. Dziś korzystam z tego niespodziewanie zimowego nastroju i prezentuję . . .

Jarzębina farbkami wodnymi wyczarowana. Trochę zmarznięta, nieśmiało czerwona. Taka, jaką w sobotę przyłapałam w Zakopanem . . .



Zachęcam, by w weekendowy, chłodny wieczór, chwycić za farbki, kredki, ołówek i wszystko to, co nam jeszcze z przedszkola zostało i zapomnieć się na kilka chwil, po prostu tworząc. 
A jeśli to nadal Was nie rozgrzeje, to polecam mój niezawodny zestaw na mrozy. . .


Gorąca czekolada, chleb z miodem lipowym i miękkie światło świecy. 
Cieplej?
Enjoy!

Śniadanie na ciężkie czasy


Kraków napełnił się po same brzegi zupełnie nagle. W pierwszy dzień października wezbrał, spuchł. Zakotłowało się w autobusach, przepełnione tramwaje wolniej suną po szynach. . . Rok akademicki 2011/2012 powoli rozpanoszył się w naszych studenckich kalendarzach.
W październiku cały ciężar nasycenia mnie na cały dzień spada na śniadanie. Zadanie jest ekstremalnie trudne. Wszak na przygotowanie posiłku mam (o, już nie mam) kilka chwil, na zjedzenie jeszcze mniej. A jeśli marzy mi się jeszcze jakaś kawa. . . 9.00 nie zaczeka. W takich momentach z wdzięcznością doceniam owsiankę. Danie tyle proste ile zapomniane. Żywe w opowieściach dziadków, z lat wojennych i tych chudych, socjalistycznych. Śniadanie na trudne czasy.
Dziś dla mnie w wersji słodkiej z jesiennymi śliwkami.
Na 2 małe porcje będziemy potrzebować:

3/4 szklanki płatków owsianych błyskawicznych (od normalnych różnią się tylko stopniem rozdrobnienia. Po prostu szybciej się gotują)
1 szklankę mleka
1/4 - 1/2 szklanki wody
szczypta soli lub szczypta cukru do smaku (bez niczego jest równie pyszna)
opcjonalnie - dowolne owoce, przyprawy, a nawet jogurt, sok itd.
W mojej wersji: śliwki

Płatki zalewamy mlekiem i wodą i gotujemy przez 2-3 minuty. Przelewamy do miski, dodajemy owoce. I już! :) Porcje są małe, ale spokojnie. Syci!






I już kolejny raz nachodzi mnie refleksja, że najpiękniejsze rzeczy są w gruncie rzeczy proste, zwykłe, codzienne i naturalne. Dziś zachwyciłam się śliwką. I niech to nie zabrzmi jak banał - dla mnie to dzieło sztuki.
Enjoy!