Śniadanie na ciężkie czasy


Kraków napełnił się po same brzegi zupełnie nagle. W pierwszy dzień października wezbrał, spuchł. Zakotłowało się w autobusach, przepełnione tramwaje wolniej suną po szynach. . . Rok akademicki 2011/2012 powoli rozpanoszył się w naszych studenckich kalendarzach.
W październiku cały ciężar nasycenia mnie na cały dzień spada na śniadanie. Zadanie jest ekstremalnie trudne. Wszak na przygotowanie posiłku mam (o, już nie mam) kilka chwil, na zjedzenie jeszcze mniej. A jeśli marzy mi się jeszcze jakaś kawa. . . 9.00 nie zaczeka. W takich momentach z wdzięcznością doceniam owsiankę. Danie tyle proste ile zapomniane. Żywe w opowieściach dziadków, z lat wojennych i tych chudych, socjalistycznych. Śniadanie na trudne czasy.
Dziś dla mnie w wersji słodkiej z jesiennymi śliwkami.
Na 2 małe porcje będziemy potrzebować:

3/4 szklanki płatków owsianych błyskawicznych (od normalnych różnią się tylko stopniem rozdrobnienia. Po prostu szybciej się gotują)
1 szklankę mleka
1/4 - 1/2 szklanki wody
szczypta soli lub szczypta cukru do smaku (bez niczego jest równie pyszna)
opcjonalnie - dowolne owoce, przyprawy, a nawet jogurt, sok itd.
W mojej wersji: śliwki

Płatki zalewamy mlekiem i wodą i gotujemy przez 2-3 minuty. Przelewamy do miski, dodajemy owoce. I już! :) Porcje są małe, ale spokojnie. Syci!






I już kolejny raz nachodzi mnie refleksja, że najpiękniejsze rzeczy są w gruncie rzeczy proste, zwykłe, codzienne i naturalne. Dziś zachwyciłam się śliwką. I niech to nie zabrzmi jak banał - dla mnie to dzieło sztuki.
Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz