Się sieje!


Słońce z zębami, jak mówiła moja babcia. Bo choć świeci, to jakoś tak oszukańczo, bez ciepła żadnego. Jest na to jednak sposób. Wystarczy stanąć za szybą i już słońce odzyskuje swoją moc! Magia :-)
Szybowe ciepło dało mi promyk nadziei, że z zielonych doniczek coś wyrośnie. Coś, czyli koper, pietruszka, oregano, bazylia, szczypiorek... Same słowa pachną!
Teraz będę z niecierpliwością wyczekiwać pierwszych, nieśmiałych zieloności.
Nie wiem kiedy, ale z pewnością w końcu wylądują na mojej kanapce.
Zachęcam wszystkich nieposiadaczy ogródków, do wysiania parapetowego! Już teraz czuję małe podniecenie na myśl, że coś od samego początku, od nasionka powstanie na parapecie mojej kuchni. . .


Nasionek jest w teraz w sklepach naprawdę dużo. Można wybierać w jadalnych, niejadalnych, parapetowych, balkonowych, pachnących, pnących. Nie da się jednak ukryć, że to taki trochę kot w worku. Może wśród nasion bazylii znajdzie się jakaś niespodzianka?



Nie jestem specjalistką w sianiu. Pierwsze próby poczyniłam rok temu wysiewając kolorowe kwiaty w balkonowych skrzynkach. Efekty były przepiękne! Zdaję sobie jednak sprawę, że hodowla parapetowa to coś innego. Musi być słoneczko i wilgoć, i świeże powietrze od czasu do czasu. . . Trzeba przecież ziarenkom dostarczyć tego wszystkiego, co zwykle daje pogoda :-)


Króciutki i absolutnie niesprawdzony instruktaż dla tych, co potrzebują podstawowych wskazówek. Kupujemy ziemię przeznaczoną specjalnie do wysiewu nasion. Jeśli mamy w domu zwykłą ziemię, trzeba ją będzie przesiać, żeby duże grudki nie przeszkadzały nasionkom. Sypiemy tyle ziemi, żeby zostały ok. 2 cm do brzegu doniczki. Lekko ugniatamy, najlepiej płaskim narzędziem (ja użyłam denka szklanki). Wysypujemy nasionka. Myślę, że ja zrobiłam to za gęsto. No cóż, miałam tylko trzy niewielkie doniczki. Najwyżej będę wyrywać zbyt gęsto rosnące roślinki.
Nasionka przykrywamy cienką (naprawdę cienką!) warstwą spulchnionej ziemi. Znów lekko ugniatamy i od razu podlewamy (koniecznie konewką z "dziurkami", bo inaczej silny strumień wody wbija nasionka w ziemię).
Acha, jeszcze jedna bardzo ważna wskazówka: podpiszcie dobrze swoje doniczki, bo po zasypaniu nijak nie da się przeniknąć wzrokiem cóż tam w ziemi leży. No i trzeba czekać na niespodziankę :-) Ja wykorzystałam słomki i patyczki do szaszłyków jako "tyczki" i kolorowe karteczki, na które wypisałam nazwy roślin.




Powodzenia! Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz