Babska chińszczyzna


Słońce na niebie pojawia się i znika, ale to na talerzu mogę wyczarować kiedy tylko chcę. Na zdjęciu nie widać, jak bardzo żółta jest moja chińszczyzna, ale uwierzcie, języki miałyśmy przepiękne. Jak zwykle, zaczynam trochę od końca, więc już spieszę naprawić błąd. Pomysł narodził się spontanicznie, szybki SMS to naszej Fantastycznej Współlokatorki, entuzjazm w odpowiedzi, wizyta w osiedlowym sklepiku, a wszystki w wykrojonych z dnia kilkudziesięciu minutach. Wydobyłam spod szafki nieco zakurzony wok i zaczęłyśmy nasze azjatyckie czary-mary.

Przepis, który podaję, należy traktować ze stuprocentowym przymrużeniem obojga oczu :-) Tak naprawdę powstał zupełnie spontanicznie i głęboko wierzę, że absolutnie cokolwiek wymieszane z ryżem, kurkumą i sosem sojowym będzie przepyszne i maksymalnie chińskie!
No i najważniejsze: przygotowanie dania zajmuje tyle, ile gotuje się ryż (no, plus ewentualnie parę minut smażenia wszystkiego razem).
Od razu przepraszam wszystkich PRAWDZIWYCH koneserów kuchni orientalnej, którzy z pewnością dopatrzą się w moim przepisie wielu niewybaczalnych grzechów. Cóż, biję się w piersi, ale pyszne było ;-)



Na dwie duuuże porcje będziemy potrzebować:
- dwa woreczki ryżu błyskawicznego
- dwie puszki mieszanki warzyw egzotycznych (dostępne w Lewiatanie, ważne, żeby w środku były kiełki sojowe, bambus i minikolby kukurydzy)
- puszka groszku konserwowego
- 3 średnie cebule
- 4-5 łyżek sosu sojowego
- 0 , 5 łyżeczki chrzanu wasabi
- łyżeczka curry
- łyżeczka kurkumy
- sól do smaku

Cebulkę kroimy i wrzucamy na rozgrzaną w woku oliwę. Jednocześnie gotujemy wodę na ryż. Kiedy cebulka się zeszkli, dodajemy zawartość wszystkich puszek: z orientalnymi warzywami i groszkiem. Jednej z puszek możemy nie odcedzać, woda wymieszana z przyprawami stworzy naturalny sos. Kiedy wszystko będzie już gorące, dodajemy przyprawy i sos sojowy. Najlepiej kosztować co jakiś czas i sprawdzać, czy już nam bardzo smakuje! ;-) Do gotującej się wody wrzucamy ryż i gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Ugotowane ziarenka wsypujemy do warzyw w woku i smażymy wszystko razem parę minut. Jeszcze raz kosztujemy i doprawiamy.
Acha, na zdjęciu koło przepisu, Współlokatorka Marta wcina chrzan wasabi, jej wielkie (ostre) odkrycie.



Podajemy z sosem sojowym, groszkiem, ewentualnie imbirem (ten różowy na zdjęciu, ładnie wygląda, ale smak ma bardzo ekhem, charakterystycznym). Jemy oczywiście pałeczkami. Kto je widelcem, ten mięczak!


No i życzę wszystkim wielu takich wiosennych zachodów słońca, jak ten wczorajszy w Krakowie. A na Święta - żyjcie pięknie!
Enjoy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz