Jesień to czas na plecenie. Ludzie więcej plotą w mediach, na wykładach, w pracach i szkołach. Często plotą głupoty. Ale plotą też, na całe szczęście, całkiem pożyteczne rzeczy. Ot, taki wianek, na przykład. Tryumfy święci latem, kiedy pleść można z tego, co na łące. Jesienią wymaga trochę więcej samozaparcia, ale też żyć będzie trochę dłużej, wypleciony z cieniutkich gałązek i przygotowanych na przetrwanie zimy owoców.
Mój powstał błyskawicznie, ale zbieranie dzikiej róży przypłaciłam głęboką raną ciętą i wieloma ukłuciami uzbrojonych gałązek. Na powoli zasypiającej łące znalazłam dwie odmiany polnej róży, jedną z owocami większymi, a drugą z girlandami małych czerwonych kuleczek. Obie piękne.
Swój wianek wyplotłam z:
dzikiej róży z dużymi owocami
dzikiej różyczki polnej
wielu, wielu gałązek irgi, na których także siedziały jeszcze owoce
kilka giętkich gałązek świerkowych
Oprócz tego przyda się drucik florystyczny, ale ja (z braku tak wymyślnego sprzętu) użyłam zwykłej czarnej nitki.
Gałązki świerkowe powiązać ze sobą tak, by utworzyły obręcz. Na tak przygotowany stelaż wplatamy lub dowiązujemy różę i irgę. Na końcu można ozdobić wstążką, jeśli wianek ma zawisnąć na przykład na drzwiach wejściowych. Ja wykorzystałam go do przystrojenia naszego stołowego świecznika. Drobiazg, ale od razu czuć trochę natury w miejskim zaduchu. A wieczorami, kiedy świeczka płonie w najlepsze, jest w ogóle cudnie.
A wiecie, że do grudnia jeszcze tylko 3 dni? Dzisiejsza temperatura i jesienne słońce raczej nie przypominały tego, co pamiętam z dzieciństwa. Grudzień to był czas egipskich ciemności, kurtyny ze śniegu i niebosiężnych zasp, w których zapadaliśmy się po szkole. A tu co? Mizerniutko się to na razie zapowiada. (Ale, ale, już gryzę się w język, przecież w zeszłym roku zima też przyszła późno, za to lutowe mrozy na długo zapamiętam!)
Ciepłego wieczoru!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz