Poniedziałkowe pomiędzy - carbonara!
Dziś klasyk włoskiej kuchni, cudowne lekarstwo na bezczas i coś na smak, kiedy nie wiadomo na co ma się ochotę. Nigella stwierdziła kiedyś, że połączenie jajek i boczku to duet idealny - a ja podpisuję się pod tą opinią. A więc pyszne, a dodatkowo - błyskawiczne. Cała praca trwa mniej więcej tyle, ile gotuje się makaron. W podanym przepisie wszystkie modyfikacje wskazane. Już teraz dodałam nadprogramowego jogurtu, a zamiast tradycyjnego makaronu wykorzystałam razowy. A kiedy indziej może parmezan? Może migdały? Może następnym razem poszaleję!
Na 2 porcje będziemy potrzebować:
ok. 350 g makaronu (ja użyłam razowego)
ok. 15 dkg wędzonego boczku
kubeczek jogurtu naturalnego
2 jajka
majeranek
sól i pieprz (do smaku)
Zagotowujemy wodę na makaron. W tym czasie boczek siekamy w kostkę lub tniemy na plasterki (wersja nożyczkowa polecana dla leniwych). Wrzucamy na rozgrzaną patelnię i pieczemy aż tłuszcz się wytopi i skwarki będą takie, jakie lubimy (ja wolę te ciemniejsze). Kiedy makaron się zagotuje, odcedzamy go, odlewając jednocześnie pół szklanki wody po gotowaniu (zawiera pochodzącą z makaronu skrobię i zagęści całe danie). Do wciąż rozgrzanego garnka z makaronem dodajemy roztrzepane z jogurtem jajka, doprawiamy solą, pieprzem i majerankiem, szybko mieszamy. Gotowe!
Pora roku to wybitnie "niefotograficzna", bo słońce szybko znika, a okna w nowym mieszkaniu wyglądają na wschód. Trzeba się więc będzie zaprzyjaźnić z fotografowaniem wieczornym, przy sztucznym świetle. A może przy świecach? Może nie będzie źle.
Ciepłego wieczoru! :-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz