Ognie na pożegnanie lata
Są takie dni, kiedy wszystko jest nie tak. Zamiast chleba wychodzi zakalec, zamiast wakacji trzeba iść do pracy, zamiast siły dopada niechcica, zamiast uśmiechu nerwy... No i co tu zrobić?
W weekend uciekłam w góry. W wrześniowym ognisku spaliłam wiele miastowych złości i niepotrzebnych napięć. Terapię gwiaździstym niebem, ciepłym wiatrem i dymem z płonącego drewna polecam wszystkim nerwowym mieszczuchom.
Na pieczone kiełbaski nie daję przepisu. Ale polecam :)
Mój cudownie kojący wynalazek ma jeden zasadniczy minus. Powroty są dramatycznie ciężkie!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz