A to wszystko połączone miodem i karmelem. W sklepach jako Corny, Crunchy itd. Czyli batonik w wersji najzdrowszej z możliwych. Ten pomysł podsunął mi w weekend mój tata, miłośnik orzechów i słodyczy :) Namieszał składniki w misce i wyjadał łyżeczką. Mniam! Ja postanowiłam nadać temu bardziej "mobilną" formę, co nie do końca mi się udało . . . Ale o tym później.
Poniższego przepisu nie należy traktować zbyt dosłownie. Jest wynikiem wielkiego eksperymentu. Gwarantuję smak - pycha. Ale jeśli ktoś ma dobry przepis na ciągnący cukrowy klej, to niech się podzieli, bo moje batoniki trochę się rozsypują . . .
Będziemy potrzebować:
3/4 szklanki płatków owsianych
pół szklanki migdałów (całych lub siekanych)
pół szklanki orzechów ziemnych (ja kupiłam orzechy w karmelu)
pół szklanki sezamu
pół szklanki słonecznika łuskanego
ewentualnie orzechy laskowe, żurawina, kawałki czekolady itd.
Do "sklejenia" - dużo cukru i odrobinę wody/mleka zagotowanych na małym ogniu. Ale mnie to zupełnie nie wyszło, więc się nie sugerujcie :) Dolałam też trochę miodu, może następnym razem dam go więcej.
Nasiona prażymy na maśle, aż nabiorą złotego koloru i zaczną pięknie pachnieć. Zalewamy karmelem i wykładamy na płaski talerz lub blachę. Wkładamy do lodówki. Po godzinie (mniej więcej) można pokroić na chrupiące batoniki, zawinąć w papier i wrzucić do studenckiej torby na dłuuugi dzień . . .
Udanego tygodnia! :)
