Czasem wstążka wystarczy


Dziś nie będę odkrywcza. Upał nie odpuszcza, ruszam się jak mucha w smole lub (jak kto woli) w kisielu. Żeby zrównoważyć siłę żaru, potęgowanego przez krakowski beton, prezentuję dziś sesję chłodną, w kolorach wody.
Para szarych butów z Deichmanna leżała w szafie od zeszłej jesieni. Jakoś nie byłam do nich przekonana, bo w listopadowe popołudnia wydawały mi się zbyt ponure. Tegoroczny sezon porannych chłodów postanowiłam przywitać z drobną zmianą. W pasmanterii (czy widział ktoś piękniejszy sklep?) zakupiłam wstążkę, zwykłą tasiemkę w odcieniu zmrożonego śniegu (polskiego, bo lekko szarego).

Szybka zmiana et voila! Trzewiczki jak nowe, nieco bajkowe! :)
Zachęcam wszystkich, których znudziły własne buty.
Tasiemki w ruch!





Za to zdjęcie dziękuję Maćkowi.

Przedtem
Potem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz