Oj, rozczarował mnie ten zachód słońca, rozczarował. Najpierw piecze człowieka od samego rana jak kurczaka na wolnym ogniu, a potem, kiedy do zdjęć jakiś promyczek albo dwa by się przydał, to skąpi. Chciałoby się zatrzymać słońce na dłużej. Takie łagodne, ciepłe, sierpniowe (mam na myśli NORMALNY sierpień, a nie taki piekarnik jak w tym roku). Jest na to rada. Robimy bursztynówkę.
Będziemy potrzebować:
1 miarę wódki
1 miarę spirytusu
1 lub 2 opakowania pokruszonego bursztynu. W Krakowie można kupić w sklepach z bursztynami, których wszędzie pełno.
W szklanej butelce zalewamy bursztyn alkoholem i szczelnie zakręcamy. To przepis dla cierpliwych. Taka nalewka powinna zaczekać co najmniej miesiąc, zanim do alkoholu przedostaną się bursztynowe dobrodziejstwa.
Nalewka jest gotowa, kiedy zmieni kolor na delikatnie złotawy.
Oczywiście, jak każde własnoręcznie zrobione zapasy, można butelkę ciekawie przystroić. Na blogu Green Canoe przeczytałam kiedyś, że każdą rzecz pod słońcem, nawet najbardziej zwyczajną, można zrobić pięknie.
Zgadzam się z tym.
Więc skoro można, to czemu nie? :)
Enjoy!
Świetny pomysł i piękna oprawa! Dzięki za przepis, a czy ta nalewka na zdjęciach to Twoje dzieło? Pozdrowienia :)
OdpowiedzUsuń