Uroczyście ogłaszam powrót króla!
Moje odkrycie ostatniego miesiąca, choć wciąż nie mogę się nadziwić, że jest jaki jest :)
Drogą lodówkowej eliminacji powstała, hm... sałatka? Deser? Z soczystym, sierpniowo słonecznym panem grejpfrutem w roli głównej.
Potrzebne będzie:
połówka grejpfruta (różowy, biały, wszystko jedno!)
mały kubeczek jogurtu naturalnego
2-3 łyżki płatków owsianych błyskawicznych (lub otrębów)
Mój zestaw prezentował się smakowicie zanim zaczęłam cokolwiek przyrządzać :)
ssssypiemy!
"...palce, palce,
ziarna, ziarna,
serce białe, dusza czarna..."
tak śpiewała sobie kiedyś Wolna Grupa Bukowina...
Czytałam ostatnio, że gdyby człowiek musiał zredukować swoje menu do jednego produktu, mógłby spokojnie żyć na samym owsie.
(na marginesie: w roku akademickim stanowczo zapostuluję samej sobie powrót owsianki!)
Zalewamy jogurtem i dodajemy cząstki grejpfruta. Kolejność oczywiście dowolna, proporcje umowne, a wszelkie modyfikacje (rodzynki? odrobina cynamonu?) jak najbardziej pożądane. Przepis nie brzmi poważnie i nie tak należy go traktować :) Plusy? Wyłącznie! Tani, szybki, zdrowy, pyszny, lekki, sycący.
No cóż... Smacznego!
Ja już swój deserek zjadłam...
| enjoy! |
Le soleil nous éclabousse de sang de pamplemousse, o!
OdpowiedzUsuńPlamy słońca grejpfruta krwi o! - Tak mówią google. ;p
OdpowiedzUsuńCałe szczęście, że tak mówią... Gdyby mówiły inaczej, to pewnie nie miałabym roboty po tych studiach... :P
OdpowiedzUsuń