Dla mnie rok zaczyna się we wrześniu. Kończy się przecież lato, na które wszyscy będą czekać wiele miesięcy . . . We wrześniu nachodzi mnie ogromna chęć, by wszystko zorganizować na nowo. Poukładać, zaplanować, zaszufladkować i zaszafkować. Sprawić sobie samej wrażenie, że wszystkie sprawy trzymam w garści i kontroluję bezlitośnie. Po pełnym pasji, emocji i wolności lecie, nadchodzi czas bezpiecznego porządku.
Ogłaszam powrót kalendarza!
Wewnątrz terminarzy kryją się niezliczone listy, tabelki, bardzo ważne telefony i jeszcze ważniejsze nazwiska. To, co trzeba zrobić, co musi zostać przez nas wykonane. Dobrodziejstwo zapisania sobie pewnych rzeczy odkryłam już dawno temu. W 2004 roku dostałam w prezencie pusty notes z targów rękodzieła w Krakowie. Długo zastanawiałam się, jak go wykorzystać. W końcu wzięłam linijkę i stworzyłam kalendarz. Jedyny, niepowtarzany, w którym nie wszystkie linie są proste i nie wszystkie daty czytelne. Mój własny. Tworzenie kalendarzy tak mi się spodobało, że w każdym kolejnym wrześniu powstawał nowy, osobisty terminarz. Nigdy ich nie wyrzucałam i dziś mam już całkiem pokaźną kolekcję. Brakuje w niej jednego, dwuletniego, który po prostu rozsypał się od ciągłego otwierania i zamykania, i znów otwierania. . .
Dziś doszedł kolejny. Ze śmieszną, trochę straszną, jeszcze nie wiem czy ładną, ale z pewnością niepokojącą okładką. W nim rok rozpoczyna się w poniedziałek, 5 września i kończy gdzieś w dalekim lipcu (choć kolejne puste strony oznaczają, że ten koniec może się jeszcze przesunąć). Kalendarz ma w sobie zdjęcia, daty urodzin, w każdym tygodniu miejsce na notatki. Ma poręczną kieszonkę, którą już wkrótce wypełnią bardzo-ważne-papierki-których-nie-mogę-zgubić. Niech i tak będzie.
Obok tych wszystkich strasznie ważnych rzeczy, w moich kalendarzach mam ulubione zdjęcia, obrazki, cytaty, inspiracje i wszystko, co tylko chcę zachować na cały rok przy mnie.
Noworoczne układanie czas zacząć!
Enjoy!
Skąd ja to znam :) mam podobne, choć w tym roku nie chciało mi się rysować. Ale wszystkie moje kalendarze zatrzymuję!
OdpowiedzUsuńInka
z całą miłością dla kotów - ten jest przerażający!:D
OdpowiedzUsuńi nie będzie londyńskiego kalendarza? :/
/ gosia
Inka, mnie też w zeszłym roku się nie chciało rysować i przez parę ostatnich miesięcy męczyłam się z takim kupnym, seryjnym... Już tego błędu nie popełnię! :) Gosia, jak się na tego blond kota trochę dłużej popatrzy, to coś jednak w nim/niej jest. . . Jakbym jednak w końcu stwierdziła, że hm, jest trochę dziwny, zawsze mogę coś pokombinować z okładką! :) Londyńskiego nie będzie, bo umarł z przepracowania.
OdpowiedzUsuńHmm, po namyśle stwierdzam, że w przypadku ludzi uzależnionych od rysowania (niekoniecznie z tego lepszego gatunku) terminarze to nie do końca dobry pomysł. Przynajmniej w moim przypadku to zawsze się kończyło fiaskiem, każdy cal papieru pokryty był "bohomazkami". No i te wyrzuty, gdy się przerwie prowadzenie zapisków... Ale i tak, co roku próbuję od nowa! ~ sol
OdpowiedzUsuńPamiętam je!!! Oj, jak dobrze pamiętam ten z 2004/05... !
OdpowiedzUsuńKasior.